autor:
24.50 zł
20.83 zł
autor: Massa Giulio Cesare
28.40 zł
24.14 zł
 
Wyszukiwarka:     
Porady lecznicze, kosmetyczne i kulinarne z zielnika J.R. Tolkiena
autor: Gregorutti Cinzia , Vassallo Luisa
FRAGMENT: 
PRZEDMOWA

CZAR ŚRÓDZIEMIA

    Pośród Shire’u i zamieszkujących go hobbitów, pośród Mordoru i rządzącego nim Władcy Ciemności, pośród zadziwiających wież Minas Tirith wraz z ich królewskimi Namiestnikami leży Śródziemie — świat, który wymyślił John Ronald Tolkien i który zaludnił postaciami, historiami i opowieściami. Z niezwykłą uwagą i troską o każdy szczegół odmalował tę krainę w najdrobniejszych detalach, wśród których nie brakło i tych botanicznych. W samym Władcy Pierścieni można się doliczyć ponad stu wzmianek o różnych roślinach — jest to raczej duża i niespotykana jak na powieść ilość.
    Znaleźć tam można opisy powszechnie porastającej Europę flory obok obrazów ziół i roślin, które stanowią wytwór nieograniczonej wyobraźni angielskiego profesora, a wśród nich athelas, elanor, lebethron, mallorn i wiele innych. Tolkien mocno ukochał naturę, a zwłaszcza szczególnym uczuciem darzył drzewa — na jednej z ostatnich przedstawiających go fotografii, zrobionej na niedługo przed jego śmiercią, został on uwieczniony w cieniu starego drzewa w geście serdecznego przywiązania. Miłość do drzew zrodziła się w jego sercu już w latach wczesnego dzieciństwa, kiedy beztrosko bawił się na łąkach wioski Sarehole w pobliżu Birmingham, gdzie mieszkał w sąsiedztwie starego, pełnego tajemnic młyna. Na tych paru hektarach zieleni, wśród krzewów i liściastych drzew, pośród ustronnych polanek i ciszy, którą zakłócał jedynie szum wody z pobliskiego potoczka, mały Tolkien zaczął obmyślać swoje fantastyczne światy, Shire, ale także Mroczną Puszczę, Rivendell i Lorien. Pewnego dnia nadjechały koparki i zniszczyły mały rajski ogród w Sarehole, jednak miłość do drzew nigdy nie zgasła w sercu Tolkiena.
    Miłość ta nigdy nie przybrała charakteru bałwochwalczego — Tolkien zawsze dostrzegał w stworzeniu nadzwyczajny ślad Stwórcy. Kochać naturę oznaczało dla niego kochać Boga, strzec i chronić przyrodę to stawać się częścią Bożego planu, dobrego planu, w ramach którego wyobraźnia Wszechmocnego poświęciła się stwarzaniu piękna, kolorów, zapachów i smaków.
    Tolkien również nigdy nie idealizował tej miłości — dobrze wiedział i ze skutecznym realizmem to opisał na kartach powieści, że przyroda nie jest tylko dobra, że może być okrutna i niebezpieczna, i dlatego dobrze jest ją znać.
    Uwaga, jaką autor Władcy pierścieni przykłada do opisu szczegółów z zakresu botaniki w stworzonym przez siebie Śródziemiu, nie jest zatem przypadkowa, podobnie jak nieprzypadkowe jest starcie strażników krainy (hobbitów, elfów i entów) z tymi, którzy chcą ją zniszczyć, zafałszować, skazać na zagładę.
    Wspomnienie chciwych spekulantów i budowniczych z Birmingham, którzy przy użyciu cementu dopuścili się dewastacji świata jego dzieciństwa, nabrało kształtu zwłaszcza w postaci Sarumana. Oto, jak go opisuje Fangorn, Drzewiec, czyli Pasterz drzew: „Jemu w głowie metale i kółka, o żywe stworzenia wcale nie dba, chyba że może posłużyć się nimi chwilowo” (Władca Pierścieni: Dwie Wieże, s. 96). To, co żywe, jest natomiast ważne, piękne, potrzebne i cenne — właśnie ono świadczy o czarze Śródziemia. Zresztą, sam Drzewiec intonuje pieśń poetycką, elegijny hymn pochwalny na cześć lasów, wydawanych przez nie odgłosów, ich zapachów i kolorów — słowem: tego wszystkiego, w obliczu czego stając, wykrzykujemy: „Jakie to piękne!”. W przyrodzie tkwi przydatność, ale nie natychmiastowa, czego życzyłby sobie Saruman, ale taka, której należy oczekiwać i cierpliwie otaczać ją troską. Dobrze wie o tym Aragorn, mistrz cierpliwości i długiego oczekiwania, który używa liścia rośliny zwanej athelas, by za jej przyczyną i dzięki swojemu królewskiemu, uzdrowicielskiemu dotykowi opatrywać umierającego Faramira w jednej z najbardziej wzruszających i wyrazistych scen w książce. Mądre wykorzystywanie przyrody, rosnących w niej roślin i ziół może prowadzić do leczenia ran i chorób. Flora nie jest tylko piękna, do podziwiania, i przyjemna dla ducha, ale także dostarcza leków i środków, które potrafią czynić cuda.
    Przez stulecia, od starożytności, a zwłaszcza od czasów średniowiecza znajomość terapeutycznych właściwości ziół zdołała nie tylko łagodzić skutki różnych dolegliwości, ale również doprowadziła do wykształcenia się orientacyjnych kryteriów do oceny i zrozumienia, czym jest zdrowie i choroba. Stało się to podczas długiego szlaku, jaki przemierzył człowiek, próbując znaleźć odpowiedź na trapiący go problem chorób i cierpienia. Jeśli medycynę uznaje się za sztukę, a nie za pospolity zawód, dzieje się tak właśnie dlatego, że jej powołaniem jest nie tyle rozwiązywać, ile przywracać do równowagi w twórczy sposób te stany ciała i ducha, które stały się kruche i niestabilne — zgodnie z pewnym francuskim przysłowiem, które głosi: „Leczyć — czasem, przynosić ulgę w cierpieniu — często, podnosić na duchu — zawsze”.
    W opisywanych przez Tolkiena Domach Uzdrowień poprzez medycynę rozumie się opiekowanie się, zajmowanie się, branie na siebie — z pełną świadomością — napotkanego cierpienia, choroby i śmierci.
    Tolkien tchnął w swoją powieść ducha głębokiej pietas chrześcijańskiej, niemal franciszkańskiej delikatności i nabożności, z jaką podchodził do wszystkich żywych stworzeń. Z rzeczywistego przedstawienia świata, pięknego, a jednocześnie nietrwałego, fascynującego, lecz skazanego na upadek i zniszczenie rodzi się współczucie. Na stronach swych dzieł Tolkien podziela światopogląd jednego z najwybitniejszych myślicieli katolickich XX stulecia, Romana Guardiniego, który pisał: „Zadaje rany to, co jest w życiu nieuchronne — wszędzie obecne cierpienie, cierpienie słabych i bezbronnych, cierpienie zwierząt, milczącego stworzenia.., fakt, że nie można nic zmienić, że nie można tego cierpienia odsunąć na bok. Tak jest i tak będzie. W tym tkwi właśnie powaga rzeczy”.
    A zatem, jeśli świat jest naznaczony przez cierpienie, stawiane sobie za cel leczenie musi każdego dnia podejmować walkę ze złem i chorobą, które atakują ciało i ducha. Zadaniem, jakie stoi przed Aragornem, ale także przed Gandalfem, przed Galadrielą, aż po małego ogrodnika Sama, jest porządkowanie wszystkich rzeczy aż od ich początku, by w obrębie umierającego społeczeństwa ukształtować społeczność żyjącą. To zadanie może czerpać moc również ze starożytnej i tajemnej wiedzy, ze starodawnej siły, tak starej, jak stary jest świat. W Śródziemiu można ją spotkać w lasach, z których każdy — prócz nazwy — posiada swoje właściwości; można ją także znaleźć w roślinach, ziołach, liściach, w wielkich drzewach i w ich owocach.
    Miłość Tolkiena do drzew wyrosła na podłożu głęboko religijnym — z intensywnej i mistycznej duchowości jego saksońskich prarodziców, którzy w X wieku stworzyli poemat zatytułowany Sen o krzyżu. Wysławia się w nim drzewo, z którego wyciosano krzyż, na którym zawisło ciało Chrystusa. Dla ludzkości, szczególnie starożytnej, przywiązanej do symboli, drzewa zawsze były święte — począwszy od biblijnego Drzewa Poznania aż po święte drzewa z mitologii greckiej czy germańskiej. Drzewo symbolizuje życie, ale także oś świata, która łączy niebo z ziemią. Jesion, drzewo oliwne czy święty dąb Celtów — wszystkie drzewa wznoszą swoje konary ku gwiazdom, ku górze. We wnętrzu średniowiecznych katedr, wzniesionych w stylu gotyckim rósł inny las — z kolumn, las z marmuru, pod którego „gałęziami” oddawano cześć Bogu, jak to wcześniej czyniono w prawdziwych puszczach.
    Drzewo symbolizuje zatem także żyjący wszechświat, który w bezustannym cyklu pór roku, kwitnienia i zamierania, bez końca się odnawia. Póki człowiek zachowywał mądrość i przykładał więcej uwagi do tego, co wokół niego rosło, dopóty ten tajemniczy czar nie przestawał go zadziwiać.
    Tolkien rysuje taki obraz swojego świata, w którym każdy pojedynczy listek jest ważny, stanowi bowiem część Wielkiego Drzewa. Na marginesie głównego nurtu swej twórczości poświęconej sadze o Pierścieniu, napisał on krótkie, tajemnicze i wzruszające opowiadanie, zatytułowane Liść, dzieło Niggle’a. Jest to historia małego człowieczka o imieniu Niggle, który cały swój czas poświęca malowaniu obrazu, rozpoczętego od liścia, które z czasem przybrało postać rozrastającego się, wyciągającego niezliczone konary i zapuszczającego głęboko korzenie drzewa. Później, powolutku, poprzez gałęzie drzewa oczyma wyobraźni Niggle począł dostrzegać inne ziemie oraz góry pokryte śniegiem. Pewna część krytyki Tolkiena od lat monotematycznie i monotonnie wychwala to wyobrażenie „korzeni, które nie zamarzają”. Sam zresztą profesor z Oxfordu wprost stwierdza w tym opowiadaniu, że korzenie nie wystarczą, i że chronienie się przed zimnem ma sens tylko po to, by obrodzić w kwiaty i wydać owoce, i że spojrzenie musi biec jeszcze dalej, musi wypatrywać odległych horyzontów.
    Niggle’owi nie udaje się ukończyć obrazu — zwycięża go jego nigdy nienasycony perfekcjonizm, ale także sympatyczne lenistwo. Pewnego dnia musi on jednak odbyć podróż — jak mu zostało to przepowiedziane, ma to być długa i tajemnicza podróż. Gdy przybywa na miejsce przeznaczenia, jego oczom ukazuje się drzewo, jego drzewo — takie, jakim chciałby je odmalować: żywe, z liśćmi, które się rozchylają i z konarami, uginającymi się pod naporem wiatru. „To jest dar!”, wykrzykuje. Nie mógłby ująć tego bardziej odpowiednio — drzewo wraz z każdym swoim liściem, z każdą swoją gałęzią rzeczywiście było darem.
    Raz jeszcze Tolkien nas zadziwia — autor wielkiego, dwudziestowiecznego dzieła epickiego jest jednocześnie piewcą piękna rzeczy małych, tego, co jest nam bezinteresownie ofiarowane, darowane, o czym ludzkość, dotknięta straszliwym przekleństwem niepamięci, tak często zapomina, stając się w ten sposób nieszczęśliwa.
    Miłość Tolkiena do wszystkiego, co rośnie na ziemi, czy to do kwiatów, roślin czy drzew składa czytelnikowi wielkie i fascynujące zaproszenie, by poświęcił własną uwagę Pięknu i Dobru, które jest na świecie, by stał się jego strażnikiem i pełnym oddania orędownikiem.

Paolo Gulisano


A oto dwa przykładowe przepisy:

Na reumatyzm:

Napar z malin
30 g kwiatów maliny
1 l wody

Zagotujcie wodę, następnie wrzućcie do niej kwiaty maliny i zostawcie napar do zaparzenia na około 10 minut. Odcedźcie i pijcie między posiłkami, po dłuższej przerwie, dwie lub trzy filiżanki dziennie.


Na odchudzanie:

Odwar odchudzający30 g liści brzozy
30 g liści jesionu
20 g liści i kwiatów głogu
20 g alg czerwonych
1 l wody

Zmieszajcie zioła, 50 gramów mieszanki wrzućcie na litr wody. Doprowadźcie do wrzenia i gotujcie przez 2 minuty. Zgaście ogień, odstawcie na pół godziny, następnie odcedźcie i pijcie tak sporządzony odwar w ciągu dnia między posiłkami przez wszystkie dni co drugiego tygodnia, przez przynajmniej jeden miesiąc.


ISBN 978-83-7485-072-8

oprawa: twarda
ilość stron: 168
format: 145x209 mm

36.99 zł
cena: 33.29 zł
OSOBY ZAINTERESOWANE TĄ POZYCJĄ KUPOWAŁY RÓWNIEŻ: 
Rozważaj i głoś Ewangelię. Katecheza narracyjna Ewangelii według św. Marka Przewodnik młodego odkrywcy. 70 bezpiecznych eksperymentów - nauka przez zabawę Pisma św. Franciszka z Asyżu Bazylika św. Piotra Kościół wobec opętań i demonów

KUPUJĄC 3 KSIĄŻKI OTRZYMUJESZ 10% RABATU
SŁOWO BOGA na każdy dzień roku 2012 Wyjątkowa propozycja, łącząca w sobie kalendarz z medytacjami na każdy dzień roku - codzienna racja Słowa Bożego, zaczerpnięta z...
SŁOWO BOGA na każdy dzień roku 2012 Wyjątkowa propozycja, łącząca w sobie kalendarz z medytacjami na każdy dzień roku - codzienna racja Słowa Bożego, zaczerpnięta z...
 
Login:    
Hasło:  
   zarejestruj się    pomoc
 
Produkty w koszyku
Twój koszyk jest pusty...
 
radio niepkalanów franciszkanie.pl_ 17.06.08 ewangelizacja wizualna_19.06.08 e-kai opoka Przewodnik katolicki Polskie Radio 1 Fronda kapłani.com.pl
Plyty CDNadruki na plytachNadrukiTloczenie plytProjektowanie stron wwwTworzenie stron wwwTworzenie stronProjektowanie stronStrony internetowe KrakówStrony internetowe WarszawaStrony www KrakówStrony www Warszawa