Św. Franciszka towarzysz: br. Eliasz
autor:
Niezgoda Cecylian OFMConv
FRAGMENT:
Od autora – wprowadzenieTo obecne wprowadzenie ma na celu wyjaśnić powody, jakie skłoniły mię do napisania rzeczy o historycznie bardzo kontrowersyjnej postaci, jaką był Brat Eliasz Bombarone. Są to powody moje osobiste, ale jak sądzę, dobrze uzasadnione znajomością potrzebnych tu realiów XIII-wiecznych i tendencji występujących w literaturze o nim.
Moje spotkania z Bratem Eliaszem nie były liczne, ale dla mnie ważne. Zaczęły się, gdy byłem chłopcem ministrantem, może w czwartej lub piątej klasie szkoły powszechnej, a więc gdzieś na początku trzydziestych lat ubiegłego stulecia, w nowo wówczas powstałej parafii Polanka koło Krosna nad Wisłokiem, dziś dzielnicy tego miasta. Założyciel parafii i budowniczy kościoła, urzekającego swoją oryginalną architekturą i pięknym wystrojem, niezapomnianej pamięci ks. Stanisław Decowski, miał dobre kontakty z braćmi kapucynami z Krosna. Dość często zapraszał ich do sprawowania posługi duszpasterskiej w Polance.
Otóż, pewnego razu, gdy któryś z ojców kapucynów krośnieńskich odprawiał Mszę świętą, służyłem mu razem z kolegą klasowym, jako ministrant. Ponieważ bracia kapucyni budzili w nas, chłopcach, duży respekt, zwłaszcza z powodu swego ascetycznego wyglądu – obfitej brody i szorstkiego brązowego habitu, dlatego nie byłem pewny, czy moje służenie ministranckie, zwłaszcza odpowiedzi łacińskie i przepisowe dzwonienia, podobały się celebransowi, czy nie. Miałem więcej obaw, niż zadowolenia, ale ku mojemu zdziwieniu po Mszy świętej w zakrystii ojciec celebrans okazał się uprzejmy, bo podziękował nam za służenie i obdarował każdego z nas książką, która do dzisiaj ma swoje miejsce u mnie na półce z literaturą franciszkańską.
Było to tłumaczenie kroniki brata Tomasza z Ecclestonu „De adventu F. F. Minorum in Angliam”, noszące tytuł: „Bracia i przybycie ich do Anglii”, z obszerną „Wstępną rozprawą o duchu i początku zakonu franciszkańskiego przez Ojca Cuthberta OSFC tłómaczone z angielskiego za upoważnieniem autora”, Tarnów drukiem Józefa Pisza, bez roku wydania, ale z imprimatur „w Tarnowie dnia 7. marca 1905 r. + LEON Bp.”
Mimo, że w owym czasie lubiłem czytać książki, to jednak na tej otrzymanej nie poznałem się. Nastąpiło to o wiele później. A były w niej wyraźne ujemne opinie o Bracie Eliaszu.
W rozprawie wstępnej o. Cuthberta, m. in.: „Już w owej epoce powstała wśród tego mnóstwa Braci silna partya takich, którzy nie potrafili zrozumieć ideału św. patryarchy i z habitu tylko do jego zakonu należeli. Pod Eliaszem i Grzegorzem z Neapolu dochodziło już prawie do rozbicia Zakonu w nieobecności św. Franciszka, przebywającego podówczas w Syryi (r. 1220), a wynikłe wskutek tego zamieszanie zatruło ostatnie lata jego życia. Dlatego głównie spisał regułę, żeby swój ideał zabezpieczyć od takich fałszywych Braci. Była to chwila przejścia ze sfery ideału w sferę burzliwej, a ciężkiej walki wśród świata” (s. 43—44).
„Za punkt kulminacyjny nieprawości Br. Eliasza uważali Bracia gorliwi wzniesienie Bazyliki i wielkiego konwentu w Assyżu. Fakta dowiodły, jak niemylnem było przezucie św. Fundatora. Wielkie klasztory i liczne w nich konwenty (zgromadzenia) to zwykłe centrum upadku ducha Zakonu” (s. 53).
Bracia „chcieli ludziom imponować surowością i ścisłością praktyk zewnętrznych. Br. Eliasz służyć może jako wymowna illustracya takiego pojmowania rzeczy; gdy św. Franciszek na łożu śmiertelnem zaśpiewał z pełności uczucia, szepnął Mu Br. Eliasz: `nie wypada, aby człowiek uważany przez ludzi za świętego tak wesoło śpiewał w chwili śmierci. Lud się tem zgorszyć może` (s. 54).
W kronice brata Tomasza z Ecclestonu m.in. czytałem: „Brat Haymo z niepojętego miłosierdzia Bożego przyczynił się do złożenia z generalstwa Brata Eliasza za te skandaliczne jego pisma i za tyrańskie obchodzenie się z najgorliwszymi Braćmi w Zakonie. Brat Haymo przybył do Rzymu, jako socyusz ministra prowincyi angielskiej i w obec papieża Grzegorza śmiało to podniósł, że prowincye appelują do Ojca św. przeciw Bratu Eliaszowi.
Niestety! Ktożby teraz śmiał rachować na własne zasługi, któżby się odważył pomyśleć, że może być pewnym siebie i bezpiecznym patrząc na tak straszny upadek i to takich ludzi!
Któżby dorównał kiedy, czy to na uniwersytecie paryzkim, czy wśród całego kleru francuzkiego i pod względem wymowy i w sztuce rządzenia takiemu Grzegorzowi z Neapolu! A któż kiedy zasłynął tak, jak Brat Eliasz z miłego obejścia i układności? A oto jeden życie zakończył w więzieniu, bo na to zasłużył, a drugi przez nieposłuszeństwo i apostayę ściągnął na siebie klątwę papiezką. Dzięki Bogu, obaj otrzymali w ostatniej godzinie łaskę skruchy” (s. 126—127).
„W krótkim czasie po przybyciu Braci do Anglii, Brat Eliasz, jako Minister Generalny kazał podzielić prowincyę angielską na dwie. Jedna miała się nazywać szkocką, druga angielską. Szło mu podobno o to, żeby na wzór Zakonu Kaznodziejskiego, który miał dwunastu przeorów prowincyalnych na modłę dwunastu Apostołów, ustanowić siedemdziesięciu dwóch Ministrów prowincyalnych na modłę siedemdziesięciu dwóch Uczniów” (s. 137—138).
„Po złożeniu Brata Eliasza z urzędu Ministra generalskiego zredukowano liczbę prowincyi do trzydziestu dwóch, t.j. szesnaście przedalpejskich i tyleż zaalpejskich” (s. 139).
„Pierwszym Ministrem generalskim po św. Franciszku był Brat Eliasz. Po nim Brat Jan Parenti z Bolonii, przedtem Minister prowincyi hiszpańskiej, mądry, pobożny i wielce umartwiony. Ale go z urzędu tego zrzucili stronnicy Brata Eliasza, którego znowu na generalstwo wynieśli” (s. 148).
„Brat Eliasz, po tym powtórnym wyborze, swoją chciwością i okrucieństwem wywołał nowe zaburzenia w Zakonie (...) Złożony z generalstwa Brat Eliasz, obrał sobie Kortonę na miejsce pobytu i wbrew zakazowi Ministra generalskiego bez niczyjego pozwolenia wizytował klasztory Klarysek. Przez to samo wpadł w ekskomunikę na podstawie dekretu papiezkiego” (s. 148—152).
O wiele później, kiedy byłem na nowicjacie w Niepokalanowie, w czasie drugiej wojny światowej, od 11 września 1940 do 12 września 1941 roku, moja znajomość Brata Eliasza znacznie się poszerzyła, a to pod wpływem edukacji, jaką kształtował naszą wiedzę o świętym ojcu Franciszku i o jego Zakonie pobożny i gorliwy, długoletni mistrz – o. Jerzy Wierdak (31 I 1899 – 15 XI 1989), żarliwy zwolennik św. Maksymiliana Marii Kolbego i szerzyciel jego maryjnego apostolstwa.
Naszym nowicjackim źródłem wiedzy o świętym ojcu Franciszku z Asyżu i o początkach Zakonu były dwa życiorysy: R. P. Cuthbert OSFC, Żywot św. Franciszka z Asyżu. Poznań 1927, wys. Św. Wojciecha. Przekład autoryzowany Anny Szottowej; s. VII, 408.
Euzebiusz Stateczny OM, Żywot św. Franciszka z Asyżu. Poznań 1912, wys. Św. Wojciecha, s. 715.
Chociaż ze względu na styl bardziej podobał mi się życiorys starszy, bo z roku 1912, o. Statecznego, to jednak w nauczaniu naszego mistrza pierwszeństwo miał życiorys nowszy, z roku 1927, o. Cuthberta, zwłaszcza, że autor wyraźnie sugerował w przedmowie: „W książce niniejszej usiłowałem przedstawić św. Franciszka tak, jak go poznałem po wieloletnich badaniach pierwszych zapisków, dotyczących jego historii. Dotychczas nie napisano w języku angielskim dobrego życiorysu Świętego (...). Znany Żywot św. Franciszka z Asyżu Pawła Sabatiera jest prześlicznym dziełem literackim; gdyby jednak autor posiadał pełniejsze wiadomości, jakich dostarczyły nam badania po roku 1894 (...). Późniejsza praca J. Jörgensena jest silniej przeniknięta duchem i atmosferą umysłową. św. Franciszka, poza tym autor korzystał z badań i źródeł nieznanych P. Sabatierowi” (s. 1).
Takiemu znawcy trzeba było wierzyć bez zastrzeżeń nie tylko w tym, co pisał o św. ojcu Franciszku, ale też w tym, co sugerował w odniesieniu do osoby Brata Eliasza, m.in.: „A jednak smutny był dla braci dzień, w którym Eliasz został wikariuszem. Duch sekularyzmu, który od czasu kapituły w 1217 roku pokutował w zgromadzeniu, nabrał w nim tytanicznej siły, a zręczność Eliasza przyczyniła się w wielkiej mierze do sprowadzenia zakonu z drogi, wiodącej do pierwotnie zamierzonego celu. Zapewnił on braciom miejsce i władzę w świecie; jego geniusz zdobył dla nich znaczenie w dziedzinie życia politycznego i kościelnego; byłby on uczynił więcej jeszcze; byłby przekształcił zakon na potężną organizację polityczną, gdyby nie sprzeciwiał się temu pierwotny instynkt zgromadzenia, tak silny, że stawił mu opór i wreszcie zdołał go przemóc. Jeszcze i wtedy nawet nie był on pokonany; a w dobrowolnie obranej samotni w Cortonie doznawał może pod koniec swego smutnego życia pewnego cynicznego zadowolenia na myśl, że ci, co go wypędzili, mimo protestów są zmuszeni przyjąć dziedzictwo, które im pozostawił.” (s. 272).
„Nie ma wątpliwości, że brat Eliasz był stronnikiem opozycji, wywołanej potwierdzeniem przez Franciszka reguły pierwotnej i literalnym jej zastosowaniem. Lecz gdy inni wypowiadali swoje skargi otwarcie i bez wielkiego szacunku, on uciekał się do subtelniejszej dyplomacji. (...) Rozumem stał całkowicie po stronie ministrów dysydenckich, jednak w sercu jego tkwiło jeszcze jakieś pełne szacunku przywiązanie dla człowieka, którego był wikariuszem. Ponadto nie wiadomo, czy Eliasz pochwalał całkowitą niezależność ministrów. Tolerowanie podziału władzy nie leżało w jego charakterze. Instynktowo był on autokratą i jakkolwiek popierał poniekąd żądania ministrów, miał zamiar rządzić kiedyś samowładnie, o czym się później z własnego doświadczenia przekonali” (s. 278).
Wynikało z tego, że to my, bracia mniejsi konwentualni, pochodzimy od Brata Eliasza i należymy do zakonu rozluźnionych. Zaczęło to budzić we mnie protest. Tym bardziej, że Niepokalanów św. Maksymiliana Marii, w którym przebywałem od 1936 roku jako małoseminarzysta, a od 1940 roku jako nowicjusz, tętnił wzorowym życiem franciszkańskim...
O wiele później, w sposób samodzielny mogłem poznawać początki i rozwój franciszkanizmu, najpierw poprzez studia teologicznej i filozoficznej doktryny doktora serafickiego świętego Bonawentury, przebijając się przez tomistyczną atmosferę, panującą wówczas na wydziale teologicznym i filozoficznym Katolickiego Uniwersytetu w Lublinie; a potem przez osobiste zainteresowanie kwestią franciszkańską, wczesnymi źródłami franciszkańskimi i klariańskimi, pismami i literaturą antoniańską, ruchami spirytualnymi i działalnością braci obserwantów, aż do podziału Zakonu w roku 1517.
W tym wszystkim Brat Eliasz nie zginął, ani nie popadł w milczenie; co raz wyłaniał się spod pióra autorów źródeł i literatury franciszkańskiej, najczęściej jako ten, który zdradził ideał św. Franciszka z Asyżu i wprowadził jego Zakon na błędną drogę. Ileż satysfakcji wyczuwałem u „gorliwych” autorów z tego, że mieli kozła ofiarnego, którego mogli opluwać, bo jako zmarły nie mógł się bronić. Ale coraz bardziej bronił się on w mojej świadomości!
Bo ja, brat mniejszy konwentualny, nie umiałem, ani nie chciałem zaprzeczać swego pochodzenia od Brata Eliasza – Wikariusza św. ojca Franciszka, a później Ministra generalnego Zakonu, bo przecież takie zaprzeczenie byłoby historycznym kłamstwem i niewiernością wobec samego Ojca Franciszka, a także psychologiczną dewiacją dlatego, że ze swej natury sprzyjam zawsze nie mocniejszym, ale słabszym. Stąd też m.in. doznałem swego rodzaju wstrętu, gdy na marmurowej tablicy w mauzoleum Piastów w Opolu przeczytałem lakoniczne stwierdzenie: „1517 Expulsio Conventualium et introductio FF. de Observantia”.
Do dzisiaj ten symptomatyczny napis przychodzi mi często na pamięć, a nawet wraca w sennych majakach. Moje psychologiczne miejsce jest bowiem wśród tych moich dawnych współbraci, stamtąd i z wielu innych miejsc wyrzuconych, którzy, niezależnie od powodów wyrzucenia, byli filii Fratris Heliae”
Pewnym przełomem w moim zainteresowaniu postacią Brata Eliasza był rok 1953, czyli 700-lecie jego śmierci. Ukazało się bowiem z tej okazji szereg publikacji zagranicznych, książek i artykułów, w tonie bardziej przychylnym, aniżeli publikacje dawniejsze, zwłaszcza zatrute poglądami P. Sabatiera. Również na rynku piśmienniczym polskim ukazała się praca Ewy Szelburg Zarembiny: „I otwarły się drzwi”, O Bracie Eliaszu medytacje. Warszawa 1971, wyd. PAX, s. 109, jako ostatnia część tryptyku: Franciszek, Klara, Eliasz. Za ten tryptyk, a szczególnie za rzecz o Bracie Eliaszu miałem i mam dla Autorki szczere uznanie i wdzięczność.
I we mnie wtenczas otwarły się drzwi do Brata Eliasza. Wynikiem było najpierw zbieranie materiałów o nim, a później referat na inaugurację roku akademickiego w Wyższym Seminarium Duchownym ojców franciszkanów w Krakowie, opublikowanym dopiero w zbiorze moich artykułów i referatów pt. Naśladowcy Św. Franciszka. Kraków 1995, s. 57—62: „Brat Eliasz jako towarzysz św. Franciszka z Asyżu”, przez wydawnictwo „Bratni Zew”. Obecnie pragnę otworzyć drzwi dla Brata Eliasza, jak najszerzej potrafię, w postaci książkowej, z racji 750-lecia jego śmierci, zawierzonej miłosierdziu Bożemu przez pośrednictwo świętego Ojca Franciszka.
| ISBN 978-83-7485-115-2 |
































