Medytacje nad Ewangelią dni powszednich. Przewodnik do dialogu ze słowem Boga.
autor:
Špidlìk Thomáš
FRAGMENT:
Bóg objawia się maluczkim (Łk 10,21-24)
Uwielbiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi,
że zakryłeś to przed uczonymi i mądrymi
Wyobraźmy sobie, że jesteśmy na wystawie obrazów młodego malarza. Ludzie przechodzą, lecz niewielu z nich się zatrzymuje, co więcej, na twarzy niektórych pojawia się lekceważący uśmieszek. Lecz jakiś pan przystaje i dłużej ogląda obraz, przechodzi do następnego i znowu powraca, by kontem-plować poprzedni. Oto ktoś, kto zrozumiał artystę i potrafi go docenić. Jakaż to radość dla malarza!
Tekst Ewangelii nawiązuje do tego rodzaju doświadczenia. Czy także oznacza, iż Jezus jest zadowolony z tego, że nie jest zrozumiany przez mą-drych i inteligentnych? Słowa Jego można zrozumieć poprzez analogie biblij-ne. W Starym Testamencie często jest mowa o wojnach prowadzonych przez Izrael. Autorzy zatrzymują się szczególnie na tych epizodach, gdzie Hebraj-czycy zwyciężają wojska nieprzyjaciela bez porównania od nich mocniejsze: gdy Bóg pozwala zwyciężyć małej garstce, zwycięstwo ukazuje się jasno jako Jego dar. Tak również jest i tutaj. Być może, że są uczeni profesorowie, któ-rym się wydaje, że zrozumieli tajemnice wiary chrześcijańskiej. Ale prawda jest zupełnie inna: tymi, którzy rozumieją lepiej owe tajemnice, są właśnie „prości chrześcijanie”, żyjący nimi. Wiara jest dla nich darem Boga.
Nikt nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec, i kim jest Ojciec,
tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić
Na Kapitolu w Rzymie znajduje się kościół nazwany Ara coeli. Na jednej z jego kolumn jest taki napis: Ex cubiculo Augusti, z sypialni Augusta. Tradycja mówi, że cesarz miał sen tej samej nocy, w której narodził się Chrystus. Na-stępnego dnia rano rozkazał zbudować ołtarz nieznanemu bogu. Rzymianie dopuszczali w swojej religii kulty wszystkich bóstw, które były czczone na jakimś terytorium cesarstwa. Uznanie tych bóstw oznaczało władzę nad religią ich pochodzenia.
Bóg Izraela jest różny od wszystkich innych: jest nieznany, to jest niepo-znawalny dla wszystkich ludzi. A więc któż inny mógłby Go poznać jak nie Syn, „Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego”? Lecz jeżeli Jezus jest Synem Boga, On sam również będzie niepoznawalny dla umysłu ludzkiego. Aposto-łowie Go widzieli, Ewangelia Go opisuje, lecz to wszystko oddaje tylko „ze-wnętrzną” stronę Jego egzystencji. Jego bóstwo prześwieca, lecz tak jak w świętych obrazach. Są święci, którzy coraz lepiej i coraz bardziej wzrastają w poznaniu Chrystusa. Także i prości chrześcijanie poznają Go według stopnia swej świętości, i z całą pewnością bardziej poprzez modlitwę, aniżeli przez studia.
Objawiłeś je prostaczkom
Istnieją dwa wyrażenia podobne do siebie: „odkrycie” i „objawienie”. W obydwu wypadkach chodzi o coś, co zaczyna się pojawiać, zaczynamy wi-dzieć coś, czego przedtem nie widzieliśmy. Krzysztof Kolumb odkrył Amery-kę, której istnienia nikt nawet nie podejrzewał, a nie było to przedsięwzięcie łatwe. Gdy napięcie na statku osiągało szczyt, a zmęczeni marynarze zaczęli objawiać swoje niezadowolenie, jeden młodzian dojrzał w oddali pas ziemi.
W wypadku „odkrycia” my jesteśmy aktywni: szukaliśmy i dzięki naszemu wysiłkowi jakaś rzecz się ukazała. Lecz w wypadku „objawienia”, zasługa, wprost przeciwnie, leży po stronie tego, który objawia. Nie możemy powie-dzieć, że w Lourdes św. Bernadeta „dokonała odkrycia” Matki Bożej: miała raczej „objawienie”.
W historii Kościoła mamy liczne tego rodzaju przypadki, i jest rzeczą god-ną uwagi, że przeważnie te objawienia miały dzieci, w każdym razie „malucz-cy”. Gdy Ewangelia używa tego wyrażenia, nie odnosi je tylko do młodości fizycznej, lecz do tego, co ono wyraża: przejrzyste oczy, pokora, świeżość, gotowość przyjmowania prawdy jako daru i entuzjazm uzdalniający do reali-zacji jej w życiu. Bóg nie objawia swych prawd dla zaspokojenia ludzkiej ciekawości, lecz ażeby stały się one nasionami wzrastającymi na polu życia.
Widzieć i żyć
(Mt 9,27-31)
Szli za Nim dwaj niewidomi
Dwaj zwiedzający wystawę zatrzymują się przed tym samym obrazem. Pierwszy z niesmakiem powiada: „Co za kiepski dobór kolorów! I mają jesz-cze odwagę dawać tego rodzaju obraz na wystawę!”. Drugi z oglądających stoi zapatrzony i tak myśli sobie: „Szkoda, że nie mogę zrozumieć. Sądzę, że ten obraz był namalowany przez prawdziwego artystę, ale ja go nie rozumiem. Być może, że prędzej czy później pojmę jego sens”. Ci dwaj ludzie przedsta-wiają dwa rodzaje ślepych. Obydwaj nie widzą, lecz podczas gdy jeden do-chodzi do wniosku, że nic takiego nie istnieje co by warto było zobaczyć, dru-gi, przeciwnie, cierpi z powodu swojej ślepoty i pragnąłby, ażeby jego oczy się otworzyły.
Treść życia religijnego stanowią objawione przez Boga tajemnice. O wła-snych siłach nie jesteśmy w stanie ich dojrzeć: jesteśmy ślepi. Obok nas żyją tak zwani wierzący, którym te tajemnice nadają sens życia. Oni, w pewnym sensie, są „widzącymi”.
Pierwsi, ci którzy nie widzą, uważają widzących za naiwnych, niemniej jednak zazdroszczą im, ponieważ nie mogą zrozumieć skąd pochodzi ich ra-dość. Lecz z łaską Bożą także i ich oczy się otworzą i zobaczą piękno niezna-nego dotąd świata.
I otworzyły się ich oczy
Pewnej niewierzącej malarce zlecono odnowienie jakichś starożytnych ikon. Na początku pracy wydawało się jej, że znajduje się wobec nieznanego świata, lecz z upływem czasu zaczęła czuć się w swoim żywiole. Przy końcu powiada: „Chciałabym tak żyć, jak to jest namalowane na tych ikonach”. Oto niezwyczajne lecz autentyczne wyznanie wiary. Gdy idziemy przez las, wy-bieramy ścieżki, którymi przechodzimy, ponieważ je widzimy. Czyż podobnie nie powinno być w życiu? Natomiast nie zawsze tak jest. W telewizji ogląda-my góry, lecz nie postawimy stopy nawet na pagórku. Telewidz poznaje szczyty, lecz nie jest alpinistą. Czyż można o nim powiedzieć, że zna góry? Górale uśmialiby się słysząc takie stwierdzenie. To tak, jakby ktoś powiedział, że poznał miłość, ponieważ widział ją przedstawioną w kinie.
Tak samo mają się sprawy w dziedzinie religijnej. Ludzie są przekonani, że wiedzą wiele rzeczy o Bogu, o Kościele, o religii, ponieważ czytają dzienniki i oglądają telewizję. Lecz nie poznaje się niczego na podstawie usłyszenia czegoś od innych lub powierzchownej lektury. Życie można zrozumieć tylko w życiu, religia zaś jest życiem, a nie abstrakcyjną doktryną. Katechizm uczy głównych prawd wiary, lecz odkrywamy ich sens tylko wtedy gdy decyduje-my się żyć nimi naprawdę.
Uważajcie, niech się nikt o tym nie dowie
Nie jest jasne dlaczego Jezus zabraniał osobom przez siebie uzdrowionym rozpowiadać o dokonanym cudzie. Lecz Ewangelia mówi, że ten zakaz nie odnosił żadnego skutku, wręcz przeciwnie uzdrowieni rozpowiadali o tym naokoło. Jest rzeczą naturalną, że ktoś, kto widział wydarzenie nadzwyczajne, nie jest w stanie o nim milczeć.
Są dwa sposoby komunikowania innym tego, co posiadamy w naszym wnętrzu: słowami i postawą. Gdy ktoś jest smutny, nie ma potrzeby o tym mówić, widać to bowiem na jego twarzy. Tak samo gdy jest radosny, znudzo-ny czy zdumiony... Kto żyje rzeczywiście życiem duchowym, ma często pięk-ne i dające radość doświadczenia. Lecz nie ma potrzeby, by o tym mówił, szczególnie w dzisiejszym społeczeństwie; lepiej, by jego pokój wewnętrzny przebijał z całej jego postawy.
Pewnego dnia św. Franciszek wraz z niektórymi ze swych braci wyruszył głosić kazania. Przeszli w milczeniu przez miasto i wrócili do klasztoru. Bra-cia go zapytali: „Dlaczego nie głosiliśmy kazania?”. Franciszek odpowiedział: „Głosiliśmy kazanie naszym przykładem”.
Wierzący winni praktykować w każdym momencie ten typ przepowiada-nia, które otwiera oczy temu, kto jest ślepy w wierze.
| ISBN 978-83-7485-120-6 |






























