Wyszukiwarka:     
Jak mądrze wychować nastolatka. Rady praktyczne dla rodziców i wychowawców
autor: Zattoni Mariateresa
FRAGMENT: 
Czas zmian

    Dziś już nie budzi zdziwienia podkreślanie, że
okres młodzieńczy to czas angażujący całą rodzinę,
a nie jedynie samego nastolatka. Obecność jednej lub
kilku dorastających osób sprawia, że ta prawda przybiera
wyjątkowo realne kształty — rodzice nie tylko
zauważają, że dziecko stało się kimś innym (Nie poznaję
cię! Kto cię tak zmienił?), ale także oni sami są
„inni”, to rodzina się zmieniła (Nie jesteśmy już tacy,
jak dawniej! Kto by pomyślał, że…).
    Lecz to przekonanie o młodzieńczym okresie rodziny
nie przyniesie owoców, jeśli nie zostaną podjęte
próby „wyznaczenia dystansu”. Uważam, że na
tym polega największa trudność będąca przyczyną
tak licznych cierpień „rodziców podczas burzy”, jak
mówi tytuł tego opracowania, gdzie przez burzę rozumiemy
okres dorastania, a gdy znów wychodzi
słońce jesteśmy zaskoczeni, że minęła, pozostawiając
po sobie ożywczą świeżość. Mamy nadzieję, że
tak się stanie.
    Dlaczego? Ponieważ każda rodzina, która przeżyła
burzę, odkrywa, że dystans musi zostać wyznaczony,
i że to nie następuje spontanicznie, jak za dotknięciem
czarodziejskiej różdżki. Tam, gdzie nie było wyjścia
z okresu młodzieńczego, mamy do czynienia z rodzinami,
które nadal tkwią na starcie, nie wykorzystują
doświadczenia i nie tworzą „historii”; wciąż mieszkają
w nich dzieci, w trzeciej lub czwartej dekadzie życia,
usiłując „rozdzielić między siebie tę odrobinę” uczuć,
emocji, pragnień. Są tam, [blockquote]pod milczącą, wzajemną
kontrolą, we fragmentach upływającego czasu, gdzie
w ciągu dnia i tygodnia (trzydziestolatkowie, którzy
nie mogą się doczekać sobotniego wieczoru!) czas jest
skrupulatnie planowany, wydzielany, przewidywany,
ale gdzie dla bardziej odległej perspektywy nie ma już
miejsca, nie zarysowuje się jako projekt lub meta. Zajrzyjcie
do takich rodzin za pięć czy dziesięć lat — nic
się nie zmieniło, nawet „związek” syna z kobietą (albo
vice versa), trwający od lat, mniej więcej na wzór małżeństwa,
ale bez przyszłości.[/blockquote]
    Cenny, młodzieńczy okres nie został tam bowiem
inteligentnie wykorzystany do tego, by wyznaczyć
zdrowy dystans, lecz by zawrzeć kontrakty regulujące
neutralne strefy, w których nie podejmuje się walki
w obawie przed zbyt silnym wstrząsem. Rezultatem
tych niezbyt chwalebnych pertraktacji jest życie rodzinne
sprowadzone jedynie do uważania, aby się ze
sobą nie zderzyć, zarówno w znaczeniu fizycznym (Nie
wchodzę do twojego pokoju, w swojej mniej lub bardziej
technologicznej kryjówce możesz robić, co tylko
zechcesz), jak i w sensie emocjonalnym (Zachowajmy
pozory!), gdzie najczęściej powracającym wyrażeniem
jest „wystarczy, że…” (wystarczy, że wrócisz o przyzwoitej
porze, uprzedzisz mnie, że nie przyjdziesz na
kolację, powiesz, jeśli zmieniłeś pracę, itd.).


Nie — dystans

    Ale co oznacza dystans?
    Rozpocznijmy od zilustrowania jego przeciwieństwa
w sensie emocjonalnym, a jest nim nie bliskość,
lecz zespolenie. Gdy na horyzoncie pojawia się okres
młodzieńczy, rodzice i dzieci przybywają z błogosławionej
krainy, w której ci pierwsi — rodzice — wiedzą
o dzieciach wszystko („Wiem nawet o czym myśli,
zanim jeszcze to powie”, mówiła mama ośmioletniego
chłopczyka, którego zamiary czy posunięcia były dla
niej oczywiste i cała promieniała, kiedy mówił, że
„jego mama to czarodziejka”), a dzieci czują się całkowicie
poznane. Im są mniejsze, tym bardziej mają
poczucie bycia przeźroczystymi, tak, jak na niektórych
ich rysunkach domu o grubych murach, przez które
jednak widać wnętrze i osoby, albo gdy rysują mamę
w długiej spódnicy, ale przebija spod niej zarys nóg.
    Czucie się zupełnie między poznanymi uspokaja,
choć czasami — gdy chciałoby się uciec do kłamstwa
i kombinacji — może być niewygodne; domniemana
wszechmoc rodziców służy za parasol ochronny, z którego
cienia nie trzeba wychodzić. Również rodzic czuje
się podniesiony na duchu wiedzą o swoim/naszym
dziecku i zasiada na tronie własnej ważności, a raczej
niezbędności, która jest poniekąd ukrytą (oraz
słuszną) premią, skłaniającą rodzica do poświęcania
energii, inwestowania w syna/córkę czasu i miłości.
Przykład — jeśli rodzic dowiaduje się, że jego maluch,
dajmy na to pięcio- lub sześcioletni, dzieli tajemnice
jedynie z nauczycielką albo babcią, jest zdezorientowany
i zaniepokojony, zgłasza pretensje w stylu:
„A czy przypadkiem twoja mama/twój tata też nie powinien
o tym wiedzieć?!”.
    Również czas zespolenia ma swoje mikro -dystanse,
choćby niepewność co do interpretacji płaczu dziecka,
lecz pozostaje powracającym motywem wzajemnego
rozumienia się, a nawet wzajemnej przynależności
opartej na głębokim i niezakłóconym zrozumieniu
naszego świata wewnętrznego przez drugą osobę.
Prawdę mówiąc, badania wskazują na łatwość przenikania
świata dziecięcego przez rodziców; brakuje
jednak studiów na temat możliwości przenikania
świata rodziców przez dziecko, choć wiele badań skłania
się do uznania dziecięcych zdolności wyrażania
stanu ducha rodzica, a nawet jego niewypowiedzianych
pragnień. Zdanie „Jeśli urodzę się znowu, pozwolisz
mi urodzić się w tej rodzinie?” wypowiedziane
przez pięciolatka to coś zupełnie innego niż dziwna,
dziecięca ciekawość, to raczej uspokajające potwierdzenie
przeznaczone — nieświadomie! — dla zbyt
mało pewnej siebie mamy, jak wynikało to z naszej
rozmowy z tą osobą.


Coś przede mną ukrywasz!

    Nadchodzi jednak moment — również dzięki makroskopowym
przemianom fi zycznym i umysłowym
dojrzewającego dziecka — w którym zespolenie tego
swego rodzaju „jednego umysłu” jakim był rodzic —
dziecko, przestaje funkcjonować, albo przynajmniej
powinno przestać, ponieważ jeśli ten „jeden umysł”
łudzi się, że przetrwa, powstaje wiele problemów.
    „Czerwienisz się — i Anna, dwudziestoletnia córka,
automatycznie potwierdza słowa matki gwałtownym,
krępującym rumieńcem — coś przede mną ukrywasz!”,
mówi matka z miną kogoś, kto zdemaskował
niewybaczalne przewinienie. Gdyby córka spokojnie
odpowiedziała: „Masz rację, coś przed tobą ukrywam”,
problem rozpłynąłby się jak we mgle. Lecz w rodzinie,
gdzie „Coś przede mną ukrywasz!” to naprawdę
straszne oskarżenie, którego — nawet w przypadku
dwudziesto - czy trzydziestoletnich dzieci należy bezwzględnie
się obawiać, zasugerowane przeze mnie
posunięcie jest nie do pomyślenia. Co najwyżej poprzez
wykręty, małe lub duże kłamstwa, zakryte nawet
przed sobą samym, gdyż nie istnieje żadna istota
ludzka, która może być przeźroczysta dla drugiego
człowieka i w jego zasięgu przez dwadzieścia cztery
godziny na dobę
.
    I tak Anna, spokojna i miła urzędniczka, nosiła
swój rumieniec (rodzaj społecznej hańby) w każdym
środowisku, a wstydziła się go do tego stopnia, że na
samą myśl o nim czerwieniła się, ogłaszając wszem
i wobec, że była… przeźroczysta. Wkrótce stało się to
koszmarem, który łatwo zrozumieć. Lecz na moje pytanie:
„Czy twoja matka wie, dlaczego się rumienisz?”
odpowiadała z przekonaniem: „Oczywiście, przecież
wie o mnie wszystko!”. Dopiero kiedy Anna stopniowo
nauczyła się przyznawać sobie prawo do własnych
sekretów, czyli własnej indywidualności, absolutnie
„nieczytelnej” dla kogokolwiek, nawet dla matki, bez
jej odgórnego upoważnienia, wtedy zaczęła panować
nad rumieńcem.
    Istnieje wiele sposobów na utrzymanie rodzica
w błogim przeświadczeniu, że wie o dziecku wszystko
i vice versa. Gdy w zachowaniu czy mentalności drugiej
osoby pojawia się nowość, jedną z chyba najczęściej
praktykowanych metod jest doszukiwanie się przyczyn
wszelkich zmian
w przyjaciołach, grupie rówieśniczej
— przedtem taki nie byłeś, kto cię tak zmienił?
(wrócimy do tego tematu w roz. 6), popełniając przy
tym podwójny błąd strategiczny. Pierwszy to zawoalowane
żądanie — nie powinieneś się zmieniać. Drugi
to obarczanie innych winą za zmianę (oczywiście postrzeganą
jako niekorzystna), przez co przyznajemy,
że dziecko nie ma własnej osobowości, ulega wpływom,
jest słabeuszem bez charakteru. Użyjmy banalnego
przykładu — jeśli rodzic widzi, że dziecko zrobiło
sobie piercing tak samo jak jego przyjaciel, a nawet
w identycznym miejscu, z dwóch następujących
stwierdzeń: „Twój przyjaciel zrobił ci pranie mózgu”
oraz „Widzę, że wybrałeś naśladowanie twojego przyjaciela”,
z pewnością to drugie jest o wiele bardziej
konstruktywne. Pierwsze to zwyczajne odreagowanie
oburzenia i złości z tego powodu, że inni stali się ważniejsi
od rodziców, drugie to zdrowe uznanie ukrytych
sił drzemiących w dziecku, z których będzie mogło
w przyszłości zrobić użytek.


ISBN 978-83-7485-121-3

ilość stron: 120
format: 130x210

28.90 zł
cena: 26.01 zł
OSOBY ZAINTERESOWANE TĄ POZYCJĄ KUPOWAŁY RÓWNIEŻ: 
Dzień z Chrystusem Jak podejmować właściwe decyzje? Poradnik Poznać samego siebie. Poradnik, który pozwoli ci zrozumieć siebie Życie jest sztuką przyjaźni Pozytywne myślenia odmładza. Inteligencja, niezależność i uczenie się

KUPUJĄC 3 KSIĄŻKI OTRZYMUJESZ 10% RABATU
Czystość jest cnotą zawsze aktualną, ważną w życiu każdego człowieka. Książka pokazuje konieczność właściwego zrozumienia tej cnoty i odpowiedniego ustosunkowania się do własnego...
W ciągu historii Kościoła napisano wiele o Matce Najświętszej. Lecz większa część chrześcijan zna ją tylko z praktyk pobożności, z modlitw, którymi zwracają się do Niej. Z tego...
 
Login:    
Hasło:  
   zarejestruj się    pomoc
 
Produkty w koszyku
Twój koszyk jest pusty...
 
radio niepkalanów franciszkanie.pl_ 17.06.08 ewangelizacja wizualna_19.06.08 e-kai opoka Przewodnik katolicki Fronda kapłani.com.pl
Plyty CDNadruki na plytachNadrukiTloczenie plytProjektowanie stron wwwTworzenie stron wwwTworzenie stronProjektowanie stronStrony internetowe KrakówStrony internetowe WarszawaStrony www KrakówStrony www Warszawa