Wyszukiwarka:     
Pomóżmy dzieciom spotkać Boga. Poradnik dla rodziców i wychowawców
autor: Scarpazza Benigno OFMConv
FRAGMENT: 
POMÓŻMY DZIECIOM
SPOTKAĆ BOGA

Drogi Ojcze!

Mamy jedenastoletniego syna, który zaczyna nas niepokoić. Niedługo skończy dwanaście lat, ale wygląda na trzynaście-czternaście, gdyż tak bardzo wyrósł w ostatnich miesiącach. Już nie odmawia modlitwy, jakiej nauczyliśmy go, gdy był dzieckiem. Wieczorem usprawiedliwia się, że jest senny, a rano, że musi biec do szkoły, tak że ogranicza się zaledwie do wykonania znaku krzyża. Jakiś czas temu powiedział mi, że nie ma ochoty iść na mszę, ponieważ jest za długa i za nudna, a poza tym dlaczego on ma chodzić na mszę, jeśli ja i mój mąż nie chodzimy prawie wcale?
To prawda, rzadko uczestniczymy we mszy, jednak nie dlatego, że nie wierzymy. Praca, jaką wykonujemy (prowadzenie baru – restauracji) absorbuje nas zupełnie, tak że nie mamy czasu na inne rzeczy. Naszego syna jednak zawsze wysyłaliśmy do kościoła na religię i doprowadziliśmy go do I Komunii Świętej i Bierzmowania. Pomyśleć, że żadna z katechetek, które go przygotowywały do sakramentów nigdy na niego nie narzekała, przeciwnie, zawsze były zadowolone. Nie potrafimy zrozumieć tego nagłego odrzucenia mszy i modlitwy. Co mu się stało? Gdy chodzi o inne sprawy, nie możemy narzekać. Chłopiec jest generalnie posłuszny i bardzo przywiązany, szczególnie do swojego ojca. Mój mąż mówi, aby się tym bardzo nie przejmować i pozostawić go w spokoju, by także on, gdy będzie dorosły, mógł dokonać wyboru, podobnie jak uczyniliśmy to my. Boję się jednak, że stanie się taki, jak z wieloma chłopcami dzisiaj, którzy już w nic nie wierzą i kończą na narkotykach. Co powinniśmy zrobić? Oczekując na Ojca uprzejmą odpowiedź, ślemy serdeczne pozdrowienia.

Lucia i Mario T.


Drodzy Mario i Lucia!

Trudno jest mi radzić, co powinniście zrobić, nie znając was, ani waszego syna. Mogę jedynie postawić hipotezę, zaproponować wam drogę do refleksji. To wy, żyjąc z waszym synem i znając historię jego wzrostu, macie możliwość zrozumieć istotę jego problemu oraz znaleźć rozwiązanie.
Wydaje się bardzo ważne, biorąc pod uwagę to, co mi piszecie, abyście sami zrozumieli, z jakiego powodu wasz syn nie chce chodzić na mszę i zaniedbuje modlitwę.
Zgubne byłoby zmuszanie go, wykorzystując uczucie jakim was darzy. Stosunek do Boga w wierze jest sprawą zbyt osobistą i intymną, aby móc ją przeżywać z miłości do kogoś innego. Jest bardzo duże ryzyko, że zmuszany, zerwie z Bogiem całkowicie i to na zawsze, gdy stanie się dorosły i wolny od waszej opieki. Ma rację Pani mąż, lepiej zostawić go w spokoju. Nie oznacza to jednak, aby zostawić go samego z jego problemami. Także i to byłoby złe.
Zacznijcie pytać sami siebie, z jakiego powodu wasz syn się zmienił? Czy jest to z powodu lekkomyślności, obojętności, wpływu pewnych kolegów, czy też normalnego kryzysu rozwojowego? Co się kryje za uczuciem nudy przeżywanej w czasie mszy? Dlaczego zapomniał o modlitwie?
Podaję wam pierwszą hipotezę. Być może w waszym synu zrodziła się potrzeba większej jasności i autentyczności w relacji z Bogiem i że modlitwy, jakich go nauczyliście w dzieciństwie, bądź sposób, w jaki odprawiana jest msza, już go nie satysfakcjonują. Byłoby to normalne dla szybko dojrzewającego chłopca w jego wieku. Przypomnijcie sobie, jak zmieniał się jego stosunek do was od czasu, gdy miał kilka lat i jak wygląda teraz, gdy ma prawie dwanaście. Stał się bardziej dojrzały i wyraża się w sposób mniej infantylny, być może mniej spontaniczny, lecz bardziej świadomy i niezależny.
Nie należy więc się dziwić, że takie samo zachowanie ma w stosunku do Boga. Należy jedynie sprawdzić, pomagając chłopcu wyrazić swoje uczucia, jak można poznać jego nowe potrzeby i jaką formę powinna przyjąć jego modlitwa. Możliwa jest także inna hipoteza. Być może wasz syn nie spotkał jeszcze Boga osobiście. Mimo tego wszystkiego, co nauczono go o Bogu i wszystkich modlitw do Niego skierowanych, nie «czuje» Boga lub nie zna go wystarczająco, jako osoby żywej, bliskiej, pełnej uwagi i miłości do niego.
Wyjaśnię to. Jedną rzeczą jest mieć pewną znajomość Boga, nieokreśloną i nieosobową, opartą jedynie na wiedzy nabytej podczas nauki katechetycznej oraz szkolnej, a inną rzeczą jest mieć osobowy stosunek do Niego, oparty na osobistym doświadczeniu, mimo że często niepełnym i infantylnym.
Nie trzeba być dorosłym, aby być zdolnym do przeżywania prawdziwych uczuć religijnych i rozwijać wobec Boga postawy zachwytu, zaufania i miłości. Także dzieci są do tego zdolne, o ile żyją w kontekście autentycznych i satysfakcjonujących relacji międzyludzkich i są mądrze prowadzone do rozpoznania poprzez świat widzialny i doświadczalny tajemnicy Boga.
Aby dziecko doszło do osobistego spotkania z Bogiem, nie należy zaczynać od abstrakcyjnych wyobrażeń i pobożnych przedstawień,lecz od żywego doświadczenia rzeczywistości rodzinnej i codziennych gestów. Bardzo trudno jest, mówiąc ogólnie, aby młody człowiek miał uczucie przynależności i synowskie zaufanie w odniesieniu do Boga, jeśli od dziecka nie znajduje ich wystarczająco u matki i ojca.
Trudno jest mu także mieć osobisty stosunek do Boga, jeśli nie był prowadzony przez rodziców lub kogoś, kto w zastępstwie pomógłby mu dostrzec tajemniczą obecność Boga, dobroczynną i kochaną, poprzez doświadczenie w rodzinie, podziwianie natury, kontakt z jakimś człowiekiem modlitwy, opowiadania biblijne, czy wizyty w kościele.
Przedstawiłem dwie hipotezy, aby pomóc wam poczynić refleksję i poszukiwać rozwiązania problemu, który postawił przed wami syn. Można by przedstawić jeszcze inne, lecz myślę, że te są najważniejsze. Teraz wasza kolej na ich cierpliwą weryfikację oraz wyciągnięcie właściwych wniosków. Jedna rzecz winna was uspokoić i dodać odwagi. Jest nią fakt, że syn dobrze rozumie się z wami, a szczególnie z ojcem, że jest czuły i posłuszny, mimo okazywania niezależności sądów i zachowania. To znak, że od dziecka czuł się szanowany, chroniony, kochany, znak że dawaliście mu poczucie bezpieczeństwa i miłość. Powinno to być bodźcem do naprawy braków z przeszłości w jego wychowaniu religijnym, a przede wszystkim pomocy w odnalezieniu właściwej relacji do Boga, bardziej zgodnej z jego wiekiem i potrzebami. Jest to oczywiście trudne zadanie, w obliczu którego łatwo można się poczuć bezbronnym i niekompetentnym. Miejcie nadzieję, ponieważ w dniu, w którym zawarliście związek małżeński w kościele, Pan zobowiązał się pomóc wam.
«Małżonkowie chrześcijańscy – jest powiedziane w konstytucji pastoralnej Gaudium et spes – są współpracownikami i prawie uświęceni specjalnym sakramentem (Małżeństwa) dla wypełnienia obowiązków i godności swojego stanu». Jednym z najważniejszych obowiązków jest właśnie doprowadzenie dzieci do spotkania z Bogiem.
Bóg, oczywiście, będzie wam pomagał. Wy jednakże musicie z Nim współpracować. Mówi o tym także przysłowie: pomóż sobie, aby niebo mogło pomóc tobie.
Wasza współpraca będzie według mnie polegała w tym momencie na podwójnym zobowiązaniu.
Na pierwszym miejscu stoi zobowiązanie do poważnego przeżywania waszej relacji z Bogiem, w taki sposób, aby włączyć w to waszego syna. Niczemu nie służy zalecanie mu, albo jeszcze gorzej, nakazywanie uczestnictwa we mszy lub odmawiania modlitw. Waszym zachowaniem pokazujecie, że msze i modlitwy są ważne do momentu, gdy się jest dzieckiem, natomiast w życiu dorosłych ważniejsza jest praca. Mieliście już tego próbę. Nie pozostaje wam nic innego, jak dokonanie odważnego wyboru i postawienie na pierwszym miejscu w waszym życiu Boga, a później pracy.
Po drugie, Bóg zobowiązuje was do pomocy waszemu synowi poprzez spotkanie z księdzem bądź osobą świecką w razie potrzeby, którzy poprzez swoje doświadczenie i przygotowanie będą zdolni do służenia mu za przewodnika duchowego. To moment delikatny i decydujący dla jego stosunku do wiary i myślę, że sami nie jesteście w stanie ofiarować mu wsparcia i bodźców, jakich potrzebuje. Ważne jest w końcu, abyście sprzyjali włączeniu się waszego syna do jakiejś młodzieżowej grupy kościelnej, gdzie będzie mógł porozumiewać się, konfrontować i przyjaźnić z innymi. Chrześcijaństwo jest w swej istocie wspólnotą z Bogiem i ludźmi. Msza święta i modlitwa są środkami do jej realizacji. Nie można go więc przeżywać indywidualnie, poza grupą lub wspólnotą kościelną, w której pomagamy sobie wzajemnie wzrastać w wierze.
Być może napisałem o zbyt wielu sprawach i powinienem ograniczyć się do pogłębienia tylko niektórych ważnych argumentów. Tak więc jeśli tego chcecie, mogę je jeszcze zebrać, rozwijając z większą znajomością rzeczy i jasnością. Proszę mi tylko o tym napisać. Tymczasem zacznijcie «kraść» trochę czasu waszej pracy, która was bardzo absorbuje, by móc przeczytać niektóre książki na tematy wychowawcze. Nie są trudne i będą dla was na pewno wielką pomocą.
Wszystkiego dobrego.


ISBN 83-86991-97-6

ilość stron: 104
format: 130x210 mm

20.80 zł
cena: 18.72 zł
OSOBY ZAINTERESOWANE TĄ POZYCJĄ KUPOWAŁY RÓWNIEŻ: 
Bernard, Maciek i inni... O przyjaźni. Poradnik

KUPUJĄC 3 KSIĄŻKI OTRZYMUJESZ 10% RABATU
Niniejsze rozważania usiłują , bodaj w małej części, przybliżyć orędzie miłosierdzia Bożego każdemu czytelnikowi. Kapłanom powinny służyć pomocą przy głoszeniu niezgłębionego...
W ciągu historii Kościoła napisano wiele o Matce Najświętszej. Lecz większa część chrześcijan zna ją tylko z praktyk pobożności, z modlitw, którymi zwracają się do Niej. Z tego...
 
Login:    
Hasło:  
   zarejestruj się    pomoc
 
Produkty w koszyku
Twój koszyk jest pusty...
 
radio niepkalanów franciszkanie.pl_ 17.06.08 ewangelizacja wizualna_19.06.08 e-kai opoka Przewodnik katolicki Fronda kapłani.com.pl
Plyty CDNadruki na plytachNadrukiTloczenie plytProjektowanie stron wwwTworzenie stron wwwTworzenie stronProjektowanie stronStrony internetowe KrakówStrony internetowe WarszawaStrony www KrakówStrony www Warszawa